Moda na imiona potrafi zmienić się nie do poznania w ciągu jednego pokolenia. Imiona naszych babć i dziadków, które jeszcze niedawno wydawały się staromodne, dziś przeżywają drugą młodość. Na placach zabaw znów słychać Stanisławów, Antonich czy Franciszków. Tymczasem imiona, które królowały, gdy do szkoły chodzili dzisiejsi 30-, 40- i 50-latkowie, powoli znikają. Jednym z najlepszych przykładów jest Paweł.
Paweł kiedyś był wszędzie
Paweł przez lata należał do tych imion, które nikogo nie dziwiły. Paweł siedział w pierwszej ławce, drugi Paweł grał w szkolnej drużynie, a kolejnego znało się z podwórka. Do dziś jest to zresztą jedno z bardzo mocno zakorzenionych w Polsce męskich imion. Jednak wśród najmłodszych dzieci sytuacja wygląda już zupełnie inaczej. Według danych Ministerstwa Cyfryzacji w 2025 roku imię Paweł otrzymało zaledwie kilkaset nowo narodzonych chłopców. Przy tysiącach Nikodemów, Antonich, Janów, Leonów czy Aleksandrów różnica jest ogromna.
Jeszcze bardziej widać ją, gdy cofniemy się o ćwierć wieku. Na początku lat 2000. Pawłów rodziło się kilka tysięcy rocznie. Oznacza to, że w ciągu jednego pokolenia imię, które było czymś zupełnie naturalnym i powszechnym, stało się wyborem zdecydowanie mniej oczywistym.
Rodzice nie chcą imion ze swojego pokolenia?
Paweł nie jest wyjątkiem. Podobny los spotyka wiele imion, które mocno kojarzą się z pokoleniem dzisiejszych rodziców. Działa tu mechanizm dobrze znany przy obserwowaniu mody na imiona – często nie chcemy nadawać dzieciom imion, które nosili nasi koledzy ze szkolnej ławki.
Dlatego łatwiej dziś spotkać małego Antoniego czy Stanisława niż małego Pawła. Dla dorosłych pierwsze z tych imion mogą mieć w sobie coś klasycznego czy wręcz retro. Paweł nie zdążył jeszcze nabrać takiego charakteru. Dla wielu osób nadal jest po prostu imieniem kolegi z pracy, brata, kuzyna albo znajomego ze szkoły.
A przecież historia pokazuje, że takie sytuacje nie trwają wiecznie. Imiona wracają, gdy mija wystarczająco dużo czasu, by przestały kojarzyć się z konkretnym pokoleniem.
Czy Paweł jeszcze wróci?
Niewykluczone, że za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat właśnie Paweł zacznie brzmieć dla młodych rodziców tak, jak dziś brzmią Stanisław czy Franciszek, czyli tradycyjnie, klasycznie i trochę inaczej niż imiona ich rówieśników.
Samo imię ma bardzo długą historię. Wywodzi się od łacińskiego Paulus, oznaczającego „mały” lub „drobny”, i od wieków funkcjonuje w wielu europejskich językach. W Polsce trudno byłoby nazwać je chwilową modą – jest mocno obecne w naszej kulturze i historii.
Na razie jednak wszystko wskazuje na to, że mały Paweł będzie miał niewielkie szanse na spotkanie w swojej klasie dwóch czy trzech imienników. A jego tata? Całkiem możliwe, że sam chodził do klasy, w której Pawłów trzeba było rozróżniać po nazwiskach albo sam ma tak na imię.
Źródła: dane.gov.pl – Ministerstwo Cyfryzacji, „Imiona męskie nadane dzieciom w Polsce w 2025 r.”; Archiwum Państwowe w Poznaniu
