Reklama

Jak wygląda wywoływanie porodu? Opowiadają mamy

Wizja wywoływania porodu często przeraża. Głównie z powodu lęku przed nieznanym. Jak zatem wygląda wywołanie porodu, ile trwa i czy boli? Oto, co opowiedziały nam świeżo upieczone mamy po wywoływanych porodach.

Reklamaads-single
Reklamaads-single

Dziewczyny. Jestem kilka dni po terminie i nie zanosi się na to, że moje dziecko samo postanowi w końcu wyjść na świat. Przede mną wizja porodu wywoływanego. Jestem przerażona, bo brzmi to strasznie. Proszę powiedzcie mi, jak dokładnie wygląda wywołanie porodu od momentu przyjęcia do szpitala? Czy to bolesne doświadczenie? Jak było u Was?

 

Odpowiedzi mam:

Ja dostałam rano balonik, chodziłam z nim do godziny 16, bo wypadł. Okazało się, że jest 4 cm rozwarcia. Zaczęły się skurcze i tak cała noc, regularne co 8 minut. Rano o 7.45 poszłam na porodówkę, dostałam oxytocynę, podłączono mnie pod ktg, potem trochę pochodziłam i biedna położna z mężem ubierali się na szybko, bo chciałam rodzić na korytarzu. Córka urodziła się o 9.10 ale powiem jedno. Każdy poród jest inny, więc nie przejmuj się i nie myśl o tym jak niektóre kobietki piszą, że rodziły tyle i tyle godzin. Grunt to dobre nastawienie. Powodzenia !

 

Mi wywoływali, dali mi kroplówkę, zaczęłam dostawać skurczy, położna kazała mi przejść na piłkę, po godz skurcze minęły i nic. Za dwa dni dostałam jedną kroplówkę, potem odeszły mi wody, potem dostałam druga kroplówkę i po 4 godz syn był już z nami 🙂

 

U mnie wywoływanie polegało na zakładaniu balonika, który miał powiększyć rozwarcie (podczas tego zabiegu odeszły mi wody 😉 )
Jednak balonik zakłada się kiedy jest już minimum rozwarcia. Ja miałam na 1 cm
Po odejściu wód nic. Cisza. Spokój. Więc po kilku godzinach dostałam oksytocynę.

 

Ja miałam założony balonik jednego dnia, na drugi dzień rano wywoływanie… męczyłam się 9 godzin i zrobili cc ponieważ maleńka nie mogła trafić w kanał rodny, każda przechodzi poród inaczej, ja mam raczej złe wspomnienia ale warto i o wszystkim się zapomina, gdy zobaczy się maleństwo powodzenia i bądź dobrej myśli

 

Termin miałam na 10-15 kwietnia 2011r. 18 kwietnia poszłam do Ginekologa na kontrolną wizytę, a ponieważ było już po terminie – dostałam skierowanie do szpitala. Zgłosiłam się w nim 20 kwietnia i zostałam zakwaterowana na oddziale patologii ciąży. Myślałam, że jak się trafia na porodówkę po terminie – to od razu starają się człowiekowi jakoś pomóc, dają kroplówkę z oksytocyny i akcja się rozpoczyna (tak bynajmniej słyszałam i tak też mi mówił ginekolog). Niestety było inaczej. Kolejnego dnia na porannym obchodzie lekarze zalecili co poniektórym paniom zastrzyki odczulające przed podaniem kroplówki, które trzeba brać przez 3dni, dwa razy dziennie i dopiero potem dostaje się kroplówkę. Ja takowe dostałam dopiero po 3 dniach pobytu w szpitalu. 25kwietnia w niedzielę wielkanocną trafiłam na blok porodowy, podłączono mi oksytocynę z którą spacerowałam przez 5godzin, pojawiła się drobna akcja skurczowa ale gdy kroplówka zeszła – skurcze ustąpiły. Usłyszałam – widocznie nie nadszedł jeszcze pani czas:) Wróciłam z powrotem na patologię i grzecznie czekałam. Podpowiadano mi także, żeby załatwić sobie ze swoim ginekologiem receptę na żel dopochwowy  (w szpitalu nie było zgody na jego stosowanie), ale nim go zdążyłam wykupić – usłyszałam coś jeszcze…
Sporządziłam miksturę (oto jej przepis):
1/2 litra soby brzoskwiniowego + 3łyżki stołowe oleju rycynowego + 3łyżeczki olejku migdałowego (do ciasta) + 3krople werbeny pospolitej + szklanka szampana (wszystko razem zmieszać i wypić).
Po wypiciu takiej mieszanki (od razu całej) ok. godz.15:00, nie minęła nawet godzina gdy odpowiednio się wypróżniłam – górnie i dolnie (kulturalnie pisząc)…. wieczorem ok. 22 zaczęły się wyraźne ruchy dziecka (było bardzo pobudzone), skurcze które nie pozwalały spać… Nie potrafiłam już leżeć, wierciłam się na łóżku, spacerowałam… ok. 1w nocy miałam silniejsze skurcze, co zgłaszałam dyżurującej położnej z prośbą aby podłączyła mnie pod KTG i sprawdziła jaki jest zapis – usłyszałam tylko, żeby się położyć i nabierać sił, bo jak to jest to – to będą mi one potrzebne.. nie mniej jednak nie dałam rady położyć się już w ogóle, gdyż skurcze były coraz silniejsze – udałam się pod prysznic. Ciepły strumień wody naprzemiennie na brzuch i na okolice krzyża przyspieszył tylko akcję porodową, wychodząc spod niego odchodziły mi już wody… Nie licząc skurczy cała akcja porodowa trwała 46minut, w trakcie której urodziłam własnymi siłami zdrową córcię ważącą 5020kg. Gorąco polecam przepis (w warunkach szpitalnych względnie blisko szpitala) – sprawdzony już na kilku osobach po moim przypadku!!!!!
Powodzenia i głowa do góry – dzieci są kochane :)))

 

Ja miałam wywoływany w terminie bo już miałam dość noszenia tego ciężaru a akurat dyżur miał mój lekarz prowadzący i się z nim domówiłam. Rano się stawiłam w szpitalu, zaraz wzięli mnie na porodówkę, jakieś pobranie krwi i o 9h połączyli juz oksy. Co 30 min położna robiła masaż szyjki . Po jakimś czasie przebiła worek płodowy. Rozwarcie zatrzymało się na 3 cm po 6h wiec mój gin zdecydował oczywiście za moją zgoda o podaniu znieczulenia bo to pomoże w rozwieraniu i tak po 12h urodziłam synka . Szczerze to nic mnie nie bolało, tylko już sam poród na ostatnim etapie . A tak siedziałam i się śmiałam z mężem cały ten czas.

 

A ja miałam cewnik foleya, ale leżałam na oddziale patologi ciąży, bo słabo czułam ruchy, wiec mnie zostawili chociaż podobno wszystko było w porządku, cewnik założyli o 11, skurcze poczułam o 20 a dzidzia była ze mną o 1:45, a z tego co słyszałam lepsze jest wywoływanie właśnie cewnikiem gdy skurcze robią się samoistnie po rozszerzeniu szyjki a oxy powoduje skurcze, które dopiero rozwierają szyjkę…

 

U mnie po oxy praktycznie nic się nie ruszyło. Przyjęli mnie w pon. na oddział rano, na czczo, dostałam pierwszą kroplówkę i nic. Druga we wtorek, dalej nic. W środę dali mi “odpocząć”, w czwartek kolejna kroplówka z rana i nic. Dopiero po przebiciu worka, jak mnie ruszyło, to w 40 min miałam synka na świecie.

 

Ja miałam termin na 22.10, z racji tego że mój mały na świat się nie śpieszył 30.10 położyli mnie na oddziale. Dostałam pierwszą dawkę oxytocyny i niestety nie podziałała. 31.10 założyli mi balonik, ale to również nic nie dało. 01.11 dostałam kolejną dawkę oxytocyny i dopiero 12 godzin od jej podania zaczęły mi się skurcze. Ale urodziłam dopiero 02.11 po południu przez cc.

 

Ja trafiłam do szpitala w 41 tyg. z 4 cm rozwarciem na wywoływanie porodu. O 10.30 przebito wody płodowe po ponad godzinnych skurczach było już 10 cm rozwarcia, podano mi wtedy kroplówkę z oksytocyny żeby wzmocnić skurcze, bo te które miałam były zbyt słabe. o 12.10 mała była na świecie 🙂 poród błyskawiczny 🙂 w rzeczywistości skurcze po podaniu oksytocyny nie różniły się niczym od tych, które dostałam po przebiciu wód 🙂

 

To był mój pierwszy poród. Miałam dzień wcześniej cewnik a na następny dzień wywoływanie skurczy i po niespełna 3h przyszła na świat moja córeczka. Skurcze bolesne, ale do przeżycia. Poćwicz oddech (mi to jednak dużo pomogło) Poczytaj o technikach uśmierzania bólu podczas porodu. Dasz radę. Ja się bałam bardzo, niepotrzebnie.

 

A ja bym nie pytała, bo każda z nas inaczej wszystko przechodzi i odczuwa . Lepiej żyć w nieświadomości. Będziesz spokojniejsza.

 

foto: pixabay.com
tekst: cytaty pochodzą z fanpage’a Ciąża – pytania i odpowiedzi