Reklamaads-single

Pies i dziecko. Czy da się przygotować zwierzaka na przyjście nowego członka rodziny?

W czasie, kiedy czekamy na dziecko, mamy dużo wątpliwości. Szczególnie, gdy w naszym domu mieszka psiak. Jak na siebie zareagują? Przeczytajcie historię Mariny i Dolara. Dziś nierozłącznych przyjaciół, choć początki bywały trudne.

Reklamaads-single
Reklamaads-single

Dolar pojawił się u nas 3 lata przed narodzinami naszej córki Mariny. W chwili adopcji miał 5 lat. Przygarnęliśmy psa, którego ktoś się najzwyczajniej w świecie pozbył…
Dolar nie lubił dzieci. Bardzo pilnował swojej przestrzeni i nie cierpiał, gdy się ją narusza. Tak jest zresztą do tej pory. Na pieszczoty sam przychodzi, gdy ma na to ochotę. Zdarza się, że kiedy podejdziemy bez jego zgody, warknie na nas.

W oczekiwaniu na dziecko

Mieliśmy wiele obaw przed przyjściem Mariny na świat. Co zrobić z psem, który nie lubi dzieci? Postanowiliśmy się nie poddawać. Skonsultowaliśmy się ze specjalistą (behawiorystą zwierzęcym), który podpowiedział nam jak mamy postępować z Dolarem. Byliśmy konsekwentni i trzymaliśmy się zasad.

Pierwsze spotkanie dziecka z psem

Nigdy nie zapomnę pierwszego spotkania naszego maleństwa z psem. Zgodnie z zaleceniami, zanim weszłyśmy do domu, pies został wyprowadzony. Weszłam z córeczką do domu i usiadłam z nią na podłodze. Dolar widząc małą, zaczął merdać ogonem i… polizał ją po główce.

To był piękny widok! Myśleliśmy, że będzie to przyjaźń od pierwszego wejrzenia. Nic bardziej mylnego!

Trudne początki

Nasza malutka była głośnym dzieckiem. Dużo i często płakała, zwłaszcza w nocy. Pies wtedy uciekał do drugiego pokoju, trzęsąc się jak galaretka. Jednak, kiedy spała, lubił do niej przychodzić i dosłownie się przytulać. My z kolei zauważyliśmy, że Marina się przy nim uspokaja. Kiedy nie chciała się ubrać i wpadała w płacz, tylko obecność Dolara była w stanie ją wyciszyć. Kiedy się pojawiał, na jej buzi od razu gościł uśmiech.

Problem tak naprawdę pojawił się wtedy, gdy córeczka zaczęła się turlać i raczkować. Pojawiały się próby targania psa za ogon, uszy… Jego reakcja była zdecydowana. Zdarzyło się, że warknął na małą.
Musieliśmy jakoś poradzić sobie z tą sytuacją. Zrobiliśmy Dolarowi miejsce w salonie pod stołem, by zawsze mógł się tam położyć, gdy akurat nie ma ochoty na zabawę.

Czas raczkowania Mariny to był trudny czas pracy – zarówno nad charakternym psem, jak i nad dzieckiem, które za wszelką cenę chciało pociągać pieska za uszy, pogłaskać, usiąść na nim…

Staraliśmy się nie zaniedbywać zwierzaka i dalej go traktować w taki sposób, jak był traktowany zanim pojawiło się dziecko. Jednocześnie jednak byliśmy bardzo konsekwentni w przestrzeganiu ustalonych zasad.

Pies jak tylko zaczynał warczeć, od razu słyszał komendę “idź”, a córkę zabieraliśmy. Od początku mówiliśmy, że nie wolno zaczepiać pieska, że jego to boli itd.
Nie zliczę ile razy w domu padły słowa – “nie wolno”, “zostaw”… zarówno do Mariny, jak i do Dolara. Było dużo nerwów, ciągłego pilnowania, no i oczywiście wątpliwości. Zapytacie pewnie czy warto było przez to wszystko przechodzić? W końcu opieka nad samym dzieckiem jest bardzo absorbująca, a co dopiero nad dzieckiem i psem i to takim charakternym jak Dolar? Odpowiem bez wahania! Warto!

Początki wielkiej przyjaźni pojawiły się nieco później…

Przyjaźń między nimi zaczęła się podczas… rozszerzania diety. Robiliśmy to metodą BLW, więc wszystko co lądowało pod siedziskiem, było dla Dolara. Wiecie: pies-odkurzacz. Z czasem Marina zaczęła go sama wołać do posiłków i częstować. Oboje uwielbiają np. paprykę i marchewkę.
Ja jako matka cieszyłam się, że dziecko chętniej je, no i przy okazji podłogę miałam czystą.
Niestety kolejny moment zwątpienia pojawił się wtedy, kiedy musiałam zostać z córką i z psem sama na parę miesięcy. Miałam wielkie obawy. Jak poradzę sobie z codziennymi spacerami? Przecież musiały się one odbyć niezależnie od pogody…
Postanowiłam się jednak nie poddawać. Udało się nam tak ułożyć plan dnia, by spacery nie kolidowały z naszym codziennym rytuałem. A właściwie wspólny spacer stał się jednym z nich.

Niezależnie od tego, czy wychodziłyśmy wózkiem, rowerkiem czy piechotą – Marina zawsze chciała trzymać smycz. Ku mojemu zdziwieniu, pies wtedy nigdy się nie ciągnął.

Córka obecnie ma 20 miesięcy. Obecność psa wykształciła u niej wielką miłość i szacunek do zwierząt. Swojego pieska nie ciąga za uszy, ogon, nie robi z niego konika. Co ważne, nauczona kontaktu ze zwierzakiem, nie podbiega do obcych piesków. Gdy Dolar wykazuje swoje niezadowolenie, sama wydaje mu komendę: “idź!” i pies po prostu odchodzi.
Dziecko nauczyło się psa, a pies dziecka.

Moja córka wie, że pies to nie zabawka, a pies też załapał, że nie on tu rządzi. Grunt, żeby i zwierzak czuł się kochany tak jak dziecko i żeby żadne z nich nie było zaniedbywane. Każdy dzień to ciężka praca, ale z czasem widać jej owoce.
Od dwóch miesięcy  Dolar codziennie rano przychodzi do Mariny na poranne pieszczoty. Resztę dnia ją przeważnie ignoruje, ale poranki należą do nich. A mi rośnie serce na ten wspaniały widok.
Pamiętajcie, nie każdy pies z dnia na dzień pokocha nowego członka rodziny i nie każde dziecko samo się nauczy dobrego traktowania zwierząt. To jest również wielka lekcja dla nas – rodziców. Podwójna lekcja cierpliwości  wynagradzana jest podwójną dawką miłości.  Dla dziecka to nauka szacunku do innych stworzeń na naszej planecie.

Jeśli chcecie śledzić losy Mariny i Dolara, zapraszamy Was na ich instagram:

https://www.instagram.com/little_mari_love

0
1727
1