Reklama

Jak zachęcić dziecko do mówienie [ćwiczenia i zabawy logopedyczne]

Nauka mówienie to proces, który składa się z wielu elementów. Nie możemy sami nauczyć dziecko mówić, ale możemy go wspierać w rozwoju mowy, poprzez ćwiczenia logopedyczne, rymowanki i inne zabawy słowne.

Reklama
Reklama

Każde dziecko przechodzi wiele etapów rozwoju: podnoszenie główki, wodzenie wzrokiem za przedmiotami, obracanie się, gaworzenie, siadanie, raczkowanie, pierwsze kroki, słowa. No właśnie… słowa. Chciałabym opowiedzieć wam o moim doświadczeniu związanym z nauką mówienia.

Pierwsze słowa – u każdego na innym etapie

Często słyszę od mam z grona mojej rodziny czy znajomych: „czemu jeszcze nie mówi?” ,”kiedy w końcu powie: mama?”, „dlaczego mówi na okrągło: tatatata?” albo „czemu uparł się i w kółko mówi: ne ne ne [nie]?”. Rozwój mowy jest sprawą tak samo indywidualną tak jak nauka chodzenia czy jedzenia. Nie możemy czekać na pierwsze wymarzone słowa naszego dziecka z książką w ręku – niecierpliwiąc się dlaczego nie padły właśnie TE właściwe w TYM konkretnym czasie. Nie tędy droga, bo książki na temat rozwoju i wychowania dzieci, mają na celu nas naprowadzać na „trop” tych najbliższych momentów, w których MOGĄ ale nie MUSZĄ nastąpić owe postępy mowy dziecka. Jedno dziecko wypowiada pierwsze słowa w wieku 7/8 miesięcy, następne wraz ze zdmuchnięciem urodzinowej świeczki, a jeszcze inne nawet w wieku 14 miesięcy. Tak samo jest z treścią tych pierwszych słów. Wcale nie musi być: mama, tata czy baba. Może być każde inne słowo, które wpadnie w ucho maluchowi np. cio, lala, kaka czy choćby to lubiane przez dzieci – ne. Nie ma więc reguły – każde dziecko w swoim czasie powie w końcu te najpiękniejsze słowa i będziemy ich słuchać na okrągło.

Kiedy pojawia się problem z mówieniem?

Problem zaczyna się jednak, gdy nasze pociechy zbliżają się do półtora roczku, a żadne w miarę zrozumiałe słowo jeszcze nie padło lub gdy nie reagują na nasze proste polecenia np.: „podejdź” czy „podaj/daj”. Warto wtedy udać się do logopedy na konsultację, gdyż problem może leżeć w kwestii: nieprawidłowej budowy narządu mowy, niedosłuchu czy zaburzeń sfery psychicznej. Nie oznacza to, że na pewno tak jest. Po prostu warto dmuchać na zimne i sprawdzić z logopedą, gdzie leży problem. Może nic się tak naprawdę nie dzieje, tylko po prostu za mało zachęcamy dziecko do mówienia.

Jak zachęcić dziecko do mówiania?

Prawda jest taka, że wystarczy tak niewiele. Sama się o tym przekonałam. Dlatego chciałabym podzielić się z wami moimi sposobami. Przynoszą one naprawdę bardzo fajne efekty! Pierwszym słowem mojego synka było (w wieku 8 miesięcy) „tata”. Niestety, nic nie mogłam na to poradzić i musiałam jakoś się z tym pogodzić. A tak na poważnie, to cieszyłam się, że w końcu padło jego pierwsze słowo – dotychczas słyszeliśmy z mężem tylko gaworzenie. Było ono niesamowicie słodkie, ale z wytęsknieniem oczekiwaliśmy tego pierwszego słowa. Nie mieliśmy wpływu na to kiedy ono padnie, zależało to tylko od synka. Gdy nastąpił w końcu ten moment, postanowiłam iść już tym tropem i świadomie wspomagać rozwój mowy naszej pociechy. Najważniejsza zasada to oczywiście: mówić, mówić i jeszcze raz mówić do dziecka – dużo i często. Opowiadałam synkowi co robię w danym momencie np.: „Zobacz, mama zmywa naczynia, mama gotuje ci zupkę, mama cie ubierze itp”. Zadawałam też pytania typu: ” A gdzie jest tata?”, „Widzisz pieska?”, „Co będziemy teraz robić?”. Wiadomo, że dziecko nie potrafi jeszcze odpowiedzieć, ale zawsze to jakaś zachęta do wypowiedzi – jakiejkolwiek. Taki trening kształtuje nie tylko mowę, ale też słuch dziecka, a pamiętajmy, że ten zmysł również jest bardzo ważny w tej całej „układance”. Kolejną czynnością, która wspomaga rozwój mojej pociechy jest codzienne czytanie książeczek, opowiadanie bajek, oglądanie różnych obrazków z opowiadaniem co się na nich znajduje, słuchanie piosenek dla dzieci itd. Te czynności powinno się dołączyć do naszych codziennych rytuałów. Pamiętajmy też, by zachęcać dziecko do „dialogu”, poprzez zadawanie pytań np. „gdzie jest kotek?”, „gdzie jest dziewczynka?”, „gdzie ma oczko?” itp. Dziecko początkowo będzie próbowało wskazywać palcem, a z czasem odpowiadać po swojemu. Oczywiście ważne jest, aby bliska rodzina także „trenowała” z dzieckiem rozwój mowy, czy to tata podczas kąpieli/posiłku, czy dziadkowie w czasie spaceru z maluchem. W naszym przypadku, idealnie sprawdziły się także rymowanki. Zarówno te słynne „idzie kominiarz…” czy  „idzie rak nieborak…”, ja dodatkowo ułożyłam swoje własne (bazując na rozwoju słownictwa synka).

Ćwiczenia logopedyczne, rymowanki i inne zabawy słowne:

1. Myszka cztery łapki ma. Którą tobie dzisiaj da? Pierwszą lubi serek trzymać, a tą drugą kwiatki zrywać. Trzecią tańczyć, tupać sobie, no a czwartą poda tobie (wtedy gramy w łapki)

2. Idzie kotek, robi: „miałłłłł”, za nim piesek: „hau hau hau” Potem owca, robi: „beeee”, no i koza: „mee mee mee” (wyraźnie próbujemy naśladować zwierzątka)

3. Wszystkie dzieci tańczą wkoło, wtedy zawsze jest wesoło. Skaczą, tupią i śpiewają i za rączki się trzymają (wtedy tańczymy razem lub w trójkę z tatą)

4. Mam dwa oczka, uszka dwa, ładny nosek także mam. Usta słodkie oraz małe, wszystkie ząbki są tam białe (pokazuję wtedy u siebie, a potem u dziecka)

5. Plusk plusk – kąpiemy się, Hi hi – śmiejemy się, Kwa, kwa – kaczuszka pływa,  Kuku kuku, a ja się ukrywam ( wtedy rodzic chowa się za wannę lub zasłaniam twarz)

Jak widzicie, dużo nie trzeba, aby rozwijać dziecięce zmysły. Takie proste rymowanki, to doskonała, rozwojowa zabawa. Zawierają mnóstwo słów (dzieci poszerzają swój zasób), a rymy ułatwiają ich zapamiętywanie.

autor: MaMcia
foto: pexels.com

0
9822
2

Subscribe to our newsletter

autoresponder system powered by FreshMail