Reklama

Wychowanie w PRL – jak wyglądało macierzyństwo?

Pampersy, obiady ze słoiczków, ogromna ilość kremów, balsamów i innych środków do pielęgnacji niemowląt, półki sklepowe niemal uginają się pod ciężarem produktów dla maluchów. Rodzicielstwo i opieka nad dzieckiem to dziś sztuka wyboru, zupełnie inaczej niż w PRLu.

Reklama
Reklama

Wychowanie w PRLu – czy było trudniej?

Żywienie
Matki w PRLu miały „łatwo”. Mleko było z piersi, od krowy lub w proszku. Jeśli karmiły piersią, to wedle schematu, o stałych porach. Jeśli mlekiem modyfikowanym to jedynym dostępnym. Jeśli podawały kaszkę, to mannę. Wyboru nie było. Był za to przykaz dopajania, przepajania i szybkiego rozszerzania diety. Nawet noworodkom podawano wodę z glukozą i herbatkę z rumianku. Soki wprowadzono do diety już kilkutygodniowym (od 15 dnia życia!) niemowlętom.
Jeśli więc usłyszycie o konieczności dopajania, przepajania czy dokarmiania dzieci, które nie ukończyły 6 miesiąca życia, wiedzcie, że nie ma takiej potrzeby, jest to relikt PRLu.

Pielęgnacja
Dziś produkty do pielęgnacji niemowląt możemy wybierać godzinami. Tanie, drogie, ekologiczne, sprowadzane z zagranicy czy rodzimej produkcji. Do skóry suchej, do skóry z problemami, na ciemieniuszkę. Kremy, szampony, olejki, balsamy, ogrom wszystkiego. W PRLu kupić można było mydło bambino, oliwkę i zasypkę. Tę ostatnią często zastępowano po prostu mąką ziemniaczaną

Pieluchy
Dziś mamy pieluchy jednorazowe („pampersy”) w wielu rozmiarach, fasonach i kolorach, pieluchomajtki, pieluszki wielorazowe z przeróżnych materiałów (np. tetra, bambus, bawełna) wraz z różnego rodzaju otulaczami chroniącymi przed niekontrolowanym wyciekiem. W PRLu dostępna była tetra, tetra i… tetra. W dodatku w ograniczonej ilości. Pieluch kupić można było tyle, na ile pozwalał przydział.

Ubranka i akcesoria
Z ubrankami było tak samo jak z pieluchami, przydział wpisywany był w książeczkę zdrowia. Na podstawie tego wpisu kupić można było pieluchy tetrowe (około 10), pieluchy flanelowe (zazwyczaj 4-5), śpiochy i kaftaniki (od 2 do 4)i czapeczki (również 2). Matki ratowały się pożyczając sobie nawzajem ubranka po swoich dzieciach.
Zadziwiać dziś może fakt, że róż był wtedy kolorem chłopięcym. Ubranka dla chłopców były różowe, dla dziewczynek niebieskie. Butelek, smoczków i grzechotek też nie można było kupić na zapas.

Wózki i wanienki
Tych także nie można było kupić od ręki. O wyborze modelu czy koloru nie było mowy. Wózki kupowało się takie, jakie były. O ile w ogóle były dostępne. Niektórzy mogli sobie pozwolić na zakupy w Pewexie, innym pozostawały komisy, w których używane wózki można było kupić nawet kilkukrotnie drożej niż nowe. Jeśli tylko było od kogo, wózek można też było pożyczyć, nikomu nie przyszło do głowy, żeby narzekać, że używany. Wanienki wszyscy mieli takie same i do głowy im nie przyszło, że mogłoby się czymś różnić.

Foteliki samochodowe
Jak się domyślacie nie istniały. Dzieci przewoziło się na kolanach lub na siedzeniu. Maluchy w gondoli wózka (jeśli była wypinana) lub w becie. Kontrolujący samochody Milicjanci często nie traktowali nawet dziecka jako „osoby”. I tak w maluchu spokojnie mogło podróżować 4 dorosłych i 2 dzieci usadzonych na kolanach.

Zabawki
Zabawki dla niemowląt to przede wszystkim grzechotki i zawieszki do wózków. Starszaki miały huśtawki, bąki i konie na biegunach. Jakiś cudem nauczyliśmy się liczyć i rozróżniać kolory bez interaktywnych zabawek i elektronicznych gadżetów.

 

Autor: Wioleta Szulejewska
foto: pixabay.com, commons.wikimedia.org

Subscribe to our newsletter

autoresponder system powered by FreshMail