Reklamaads-single

Skupiam się na emocjach, nie na fizjologii porodu

Fotografia porodowa nie jest na pewno czymś, co wszystkim będzie się podobać, co wszyscy będą chcieli mieć. Ja też nigdy nie namawiam, bo myślę, że każdy gdzie indziej ma granicę prywatności, do której nikogo nie wpuszcza - tak o swojej pracy mówi Ania Wibig z Obiektywnie najpiękniejsze. Ania jest fotografem. Jej pasją są fotoreportaże porodowe. Sama ma pojedyncze zdjęcia w własnego porodu. - To moje najcenniejsze skarby w albumie, wykonane przez męża. Ogromnie żałuję, że nie było wtedy z nami fotografa.

Reklamaads-single
Reklamaads-single

Dlaczego zdecydowałaś się na tak specyficzną formę fotografii? Skąd pomysł na dokumentowanie tych bardzo wyjątkowych chwil?

W fotografowaniu od zawsze najbardziej pociągała mnie możliwość zapamiętywania ulotnych chwil oraz łapania naturalnych emocji. Poszukiwałam własnej drogi, podążając rożnymi ścieżkami. Bardzo szybko zrozumiałam, że to jednak fotografia dokumentalna, reportażowa jest moim żywiołem. Doświadczenie i pierwsze szlify reporterskie zbierałam uwieczniając w akcji swoje dzieciaki, nasze domowe życie.

A teraz podglądasz życie innych…

Przygoda z fotografią porodową rozpoczęła się od zdjęć, na które przypadkiem trafiłam w Internecie. Były to kadry nagrodzone w zagranicznym konkursie. Pamiętam swoje zdziwienie – wow, to istnieje opcja fotografa przy porodzie? Sama rodziłam trzy razy, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że ktoś z aparatem może wejść na salę porodową, że tak można, że szpital na to pozwala. Po prostu na to nie wpadłam. Fotografie, które zobaczyłam, były niesamowite – popłakałam się z wrażenia. Od razu też poczułam ukłucie w sercu, że ja nie mam takich zdjęć. Nie pamiętam, czy moja córka miała szeroko otwarte oczy, jakiego koloru była jej skórka, czy mój mąż się uśmiechał, czy miał łzy w oczach tak jak ja, czy pocałowałam ją po raz pierwszy w główkę czy w stópkę. Pomyślałam, że kobiety w Polsce też powinny mieć możliwość posiadania takich pamiątek i że to moja droga. Stworzyłam Obiektywnie Najpiękniejsze i buduję je jako markę fotografii porodowej i pierwszych chwil życia.

Spotkałaś się kiedyś z opinią, że poród to zbyt intymne wydarzenie, żeby je fotografować?

Tak. Często słyszę i czytam takie opinie. Są też i tacy, którzy uważają że nie ma czego fotografować podczas porodu. Fotografia porodowa nie jest na pewno czymś, co wszystkim będzie się podobać, co wszyscy będą chcieli mieć. Ja też nigdy nie namawiam, bo myślę, że każdy gdzie indziej ma granicę prywatności, do której nikogo nie wpuszcza. Zdaje sobie sprawę jak intymne i wyjątkowe są to chwile. Też jestem mamą, wiem co to znaczy rodzić i jakie uczucia nam towarzyszą. Uważam, że sporo zależy od tego jak się fotografuje. Ja zawsze spotykam się wcześniej i omawiam jakie zdjęcia porodowe się podobają przyszłym rodzicom, a jakie ujęcia nie. Myślę, że osoby, które wybierają właśnie mnie do sfotografowania narodzin dziecka, widzą w jaki sposób patrzę, gdy spoglądam przez wizjer aparatu, skupiam się zawsze na emocjach, a nie na fizjologii porodu. Dbam też o to, żeby intymności tej chwili nie naruszać. Fotografia porodowa jest reportażem – to znaczy, że będąc na sali fotografuję to, co się dzieje. Nie ingeruję, nie ustawiam. Nie potrzebuje żadnego oświetlenia fotograficznego, bo sala porodowa to nie studio. Wykorzystuję światło zastane. Profesjonalny aparat pozwala mi na to, że nie muszę podchodzić blisko, żeby sfotografować detale. Staram się być jak najmniej zauważalna. Jeśli tylko przyszli rodzice chcą zostać sami na sali, po prostu wychodzę. To do rodziców należy decyzja, komu te zdjęcia później pokażą. Czy coś upubliczniają, czy są one tylko w domowym albumie, dla nich i w przyszłości dla dziecka.

Jaka jest według Ciebie przyszłość tego typu fotografii?

Wierzę w to, że podejście do fotografii porodowej się zmieni. Proszę zwrócić uwagę, że jeszcze kilka lat temu fotografowanie się w ciąży nie było popularne i nie miało wielu zwolenników – bo kto by się chciał fotografować z wielkim brzuchem. Dziś zdjęcia w oczekiwaniu na dziecko to norma. Nie każda dziewczyna się decyduje na sesję z brzuszkiem, ale każda wie o tym, że może sobie taką zrobić. Myślę, że z fotografią porodową będzie tak samo. W takich krajach jak USA, Kanada, Wielka Brytania czy Australia fotograf przy porodzie jest normalną sprawą. W Polsce nadal wzbudza emocje. Wydaje mi się że problemem u nas jest to, jak podchodzi się do porodu – czy kobieta ma wyobrażenie, iż to będzie wyjątkowa chwila, w której wydarzy się cud życia, początek niesamowitej bezwarunkowej miłości aż po kres, czy też nastawiona jest raczej na straszne, traumatyczne wydarzenie, kojarzące się tylko z bólem. Na szczęście to się zmienia i myślę, że inne spojrzenie na poród spowoduje, iż kobiety będą chciały mieć piękną pamiątkę z takiego wydarzenia.

Znasz jeszcze inne osoby z branży w Polsce, które robią coś podobnego co Ty?

Fotografia porodowa w Polsce nie jest popularna. Wiele kobiet w ciąży nawet nie wie, że jeśli chce to może mieć fotografa na sali porodowej – to jest możliwe. Stosunkowo od niedawna w porodzie towarzyszą nam mężowie, partnerzy czy doule. Pomysł, żeby był jeszcze fotograf jest w Polsce postrzegany jako nowatorski. W największych warszawskich szpitalach położniczych, zdarza się w miesiącu po kilka zapytań o zgodę na fotografa podczas porodu. To bardzo niewiele. W samej Warszawie znam osobiście jeszcze dwie fotografki, które też wykonują takie reportaże. Ja postanowiłam się wyspecjalizować w tej fotografii i stworzyłam markę Obiektywnie Najpiękniejsze. Chcę promować w Polsce fotografię porodową, którą kocham całą sobą.

Czy personel szpitala nie ma nic przeciwko Twojej obecności?

Nigdy nie spotkałam się jeszcze z nieprzychylną postawą. W szczególności położne są bardzo otwarte i od wielu usłyszałam, że wspaniałe jest to co robię, dzięki moim zdjęciom przyszłe mamy mogą zobaczyć, że poród może być pięknym przeżyciem. Kiedyś też doświadczona położna powiedziała mi, że to co naprawdę przeszkadza to właśnie to, kiedy nagle tata w środku akcji porodowej wyjmuje aparat i zaczyna błyskać lampą. Często mama się wtedy dekoncentruje. Partner, który ja wspierał i był z nią, staje się nagle kimś, kto chce tylko zrobić ładne zdjęcie. Takie właśnie zdarzenia mogą zahamować akcję porodową, bo wybijają kobietę się z rytmu. Profesjonalny fotograf jest na sali gdzieś z boku. Po jakimś czasie dziewczyny mi mówią, że w ogóle zapominały o moim istnieniu. Ja zaś ustawiam się tak, żeby nie przeszkadzać ani położnym, ani lekarzowi. Po prostu jestem z boku i obserwuję.

Co więcej, zdarza się, że to właśnie tata jest inicjatorem zatrudnienia fotografa przy porodzie. Miałam kiedyś taką sytuację, w której tata powiedział, że ciężar zrobienia ładnego zdjęcia przy pierwszym porodzie był tak ogromnym stresem, że nie mógł w pełni zaangażować się w poród. A on chciał go przeżywać, nie myśleć o aparacie i patrzeć na rodzącą żonę przez obiektyw.

A co, jeśli jest cesarskie ciecie?

Wstęp na salę operacyjną jest odrębną sprawą. Jak oglądam zagraniczne fotografie, to często dotyczą one porodów przez cesarskie cięcie. W Polsce w wielu szpitalach nawet tata nie jest wpuszczany na salę. Myślę, że kiedyś i u nas będą możliwe takie zdjęcia. Na chwilę obecną, wykonuję po prostu sesję w pierwszej dobie życia, jeszcze w szpitalu. To równie piękne i warte zapamiętania momenty.

Masz swoje ulubione zdjęcie?

Ciężko mi wskazać jedno. Za każdym razem, kiedy fotografuję poród jestem poruszona. Na sali jest tyle emocji, że to niemożliwe, żeby było inaczej. Gdy pracuję nad zdjęciami, już w postprodukcji, to mam ciary na całym ciele. Z każdego reportażu posiadam przynajmniej klika kadrów, które są bliskie mojemu sercu.

Oglądasz zdjęcia razem z ich bohaterami? Jaka jest ich reakcja?

Łzy… Rodzice często mówią, że patrząc na zdjęcia czują to samo ciepło w sercu, co wtedy, gdy pierwszy raz zobaczyli swoje dziecko. Pierwsza mama, którą fotografowałam podczas rozmowy po porodzie, ale zanim oddałam im zdjęcia przyznała, że ma trochę obawy przed zobaczeniem tych fotografii – siebie samej, kiedy przecież nie wygląda się jak modelka… Ale jak zobaczyła zdjęcia, to po prostu się popłakała. Powiedziała mi, że to są tak prawdziwe zdjęcia, pełne miłości, wzruszenia, radości, że żadna sesja robiona przed czy po nie oddaje tego. Dzięki tym fotografiom, cud narodzin ich synka można przeżyć ponownie. I to nie o to chodzi, jak się wtedy wygląda, czy włosy są ułożone, że jest się bez makijażu. Piękno tych chwil jest zupełnie gdzie indziej. Myślę, że doświadczony fotograf – reportażysta umie wyłapać te momenty, pokazać je z ciekawej perspektywy, z kreatywnym wykorzystaniem światła. Później na etapie obróbki, przygotuje zdjęcia tak, aby to była opowieść o rodzącej się miłości, historii, do której chętnie się wraca.

Dziękuję za rozmowę,

bohaterka wywiadu: Ania Wibig z Obiektywnie najpiękniejsze
foto: Ania Wibig
rozmawiała: Justyna Smolińska

0
3317
0

Subscribe to our newsletter

autoresponder system powered by FreshMail
 

autoresponder system powered by FreshMail