Reklamaads-single

Karmienie – 10% laktacji, 90% cierpliwości

Gdyby mi ktoś powiedział, zanim urodziłam swoją córkę, że karmienie piersią jest trudne, wybuchnęłabym śmiechem. Jak może być trudne coś, co leży w naszej naturze? O tym, jak bardzo się myliłam, dowiedziałam się zaraz po porodzie...

Reklamaads-single
Reklama

Zanim zostałam mamą, marzyłam o karmieniu piersią. Wiedziałam, że będę karmić swoje dziecko dopóki samo będzie chciało jeść w ten sposób. Z dużym niezrozumieniem traktowałam opowieści kobiet, które skarżyły się na niedogodności związane z karmieniem piersią. Jeszcze większą krytykę miałam dla tych, które rezygnowały z tego naturalnego sposobu żywienia dziecka i przechodziły na butelkę już po kilku dniach od narodzin dziecka. Dlaczego to robiły? Mi wydawało się wtedy, że dla wygody. Nie interesowały mnie ich argumenty – że to boli, że za mało mleka, że zastoje, że dziecko nie chce. Dla mnie były to tylko wymówki. Do czasu…

Aż przyszedł moment najpiękniejszy w życiu, gdy na świecie powitałam swoją córeczkę. Płakałam ze szczęścia. Pierwsze przystawienie do piersi trwało kilkanaście minut i było cudownym uczuciem. Nie mogłam doczekać się kolejnych karmień. Ta bliskość była czymś mistycznym. Schody zaczęły się już w szpitalu.

U malutkiej stwierdzono żółtaczkę i została mi zabrana prawie na całą dobę, bez możliwości brania jej na ręce. Nikt mi nie powiedział, że w tym czasie powinnam pobudzać piersi do wytwarzania mleka, by „rozkręcić laktację”. Gdy po 24 godzinach otrzymałam pozwolenie na nakarmienie córki, okazało się, że malutka przy piersi jest bardzo niespokojna. Sama się strasznie denerwowałam tą rozłąką i żółtaczką, że każda próba przystawienia kończyła się płaczem niuni. Próbowano mi pomóc, ale im więcej osób w szpitalu skupiało się na pomaganiu mi, tym miałam większy stres z tym związany. Mleka było malutko, a mała nie przybierała na wadze. Musiałam zgodzić się na podanie sztucznego pokarmu, byśmy mogły wyjść ze szpitala. Stwierdziłam, ze poddam się na chwilę, a w domu popracuję nad karmieniem piersią w spokojniejszych warunkach.

Malutka, podkarmiona mieszanką zyskała na wadze i mogłyśmy wrócić do domu. Zawzięłam się, że zrobię wszystko, by córcia najadała się tylko moim mlekiem. Moja przyjaciółka Joanna – mama małego Frania, rozumiała mnie jak nikt, bo sama przeszła przez trudy karmienia. To z jej wsparcia postanowiłam skorzystać. Pierwsze dni po powrocie do domu nie były łatwe. Przystawiałam małą do piersi co kilka minut, bo mała ilość pokarmu sprawiała, że mało jadła i ciągle była głodna.

Za namową przyjaciółki postanowiłam być konsekwentna i trzymać córcię praktycznie przez całą dobę przy piersi. Wystarczyły dwa dni, by pokarmu zaczęło przybywać pod wpływem ssania córki. Do tego zaczęłam pić duże ilości wody i dobrze się odżywiać, bo podobno głodna mama to głodne dziecko 😉 Dowiedziałam się też, że owoc kopru wspiera proces laktacji, więc postanowiłam skorzystać z jego właściwości. Moja przyjaciółka podsunęła mi Lactosan Mama, który go zawierał. Wystarczyło dodać go do mleka, wody lub soku i pić dwa razy dziennie. Nie tylko wygodne to, ale i bardzo smaczne (kocham karmelowe smaki), czego nie mogę powiedzieć o bawarce, którą uporczywie podsuwała mi babcia 🙂 Systematyczność, konsekwencja i coraz większy wewnętrzny spokój zaowocowały.

Pakiet porad otrzymanych od przyjaciółki okazał się bardzo skuteczny. Z każdym tygodniem nasze karmienia były lepsze i efektywniejsze. Moje piersi zaczęły się regularnie napełniać ilościami mleka potrzebnymi rosnącej córci. Gdy poszłam na kontrolną wizytę po połogu do mojej pani ginekolog, która odbierała mój poród i znała moje szpitalne perypetie, była bardzo zdziwiona, że wygrałam walkę o karmienie.

Dowiedziałam się, że większość kobiet, które już na starcie mają problemy z laktacją, szybko daje za wygraną i wprowadza mleko modyfikowane. Ja już wiem, że każdej takiej mamie potrzebne jest przede wszystkim wsparcie. Wsparcie w postaci rozumiejących ją osób, ale też i produktów dla mam karmiących. Miałam szczęście. Ja to podwójne wsparcie otrzymałam, dlatego mi się udało.

Dziękuję, Joanno. Dziękuję, Lactosan Mama.

0
304
0

Subscribe to our newsletter

autoresponder system powered by FreshMail