Reklama

Matko, wyluzuj!

Idealna matka. Okaz prawie niespotykany. Gatunek zagrożony wyginięciem, niestety nieobjęty ochroną. Swej perfekcji uczy się z podręczników. Nie popełnia dwa razy tego samego błędu, o ile w ogóle jej się taki zdarzy. Wiecznie uchachana, ciągle widząca świat w różowych kolorach. Ma anielską cierpliwość i ogromne pokłady miłości do całego świata…Bla, bla, bla… Nie, nie mogę kontynuować – zemdliło mnie. Sorry!

Reklama
Reklama

Idealne macierzyństwo? Kojarzy się to tylko z jakąś słodką reklamą i nijak się ma do rzeczywistości. A rzeczywistość już tak słodka nie jest. Ale o tym, my matki dowiadujemy się znacznie później…

Pamiętacie ten dzień, gdy dowiedziałyście się o swojej pierwszej ciąży? Jeśli była wyczekana, wyproszona, wymarzona, wytęskniona – to dzień spod znaku dwóch kresek na teście był z pewnością waszym najszczęśliwszym.  Pomyślałyście sobie  – będę perfekcyjną matką! I wtedy się zaczęło. Gra PIEKŁO – NIEBO.

NIEBO  – wszyscy chcieli dobrze. Ty też. Dlatego słuchałaś rad, często idiotycznych typu: „nie możesz zaplatać warkocza z włosów, bo dziecko okręci się pępowiną”. Czytałaś namiętnie książki wołające do ciebie ze sklepowych półek – „Jak pięknie przeżyć ciążę”, „jak wychować idealne dziecko” , „Hiperniania radzi”. Skrzętnie notowałaś najważniejsze przykazania. Że należy zakładać słuchawki z Mozartem na brzuch i gadać do siebie godzinami. Że podczas porodu trzeba się zrelaksować i myśleć o dzikich plażach. Że noworodka trzeba przewijać co dwie godziny i piętnaście minut, a karmić co trzy godziny i minut dziesięć. Że musisz odbijać  dziecko trzymając je pod kątem 90 stopni. Że jak płacze, to na pewno kupa lub głodne. Że trzeba karmić do 5. roku życia. A jak dorośnie i się nie słucha, kupić karnego jeżozwierza i  i wrzucać kamyczki do słoiczka na zachętę. Bla, bla, bla….

Spisałaś wszystko, nauczyłaś się na pamięć, porobiłaś ściągi. I co? I g….! Poszłaś rodzić i  nastało PIEKŁO.

Skąd mogłaś wiedzieć, ze poród tak cholernie boli? Pisali o bólu, ale nigdzie nie było, że będziesz walczyć o życie. Że na porodówce bliżej niż do dzikich plaż było ci do zsyłki na Sybir. Gdzie do diaska napisali, że mały człowiek to chce jeść co 5 minut i jest na tyle nieporadny, że nie umie ssać cyca? Czy to jakaś filozofia jest? Poza tym czego on tak ryczy? Przewinięty, nakarmiony, spać nie chce i ryczy! Dlaczego? Jak wytłumaczyć mężowi, że nie może ściskać ci cycków, bo mleko tryska na wszystkie strony, a seks to chyba jakaś odległa planeta? I dlaczego to dziecko takie niegrzeczne jest? Nie biłaś, nie krzyczałaś, a ono ma cię w głębokim poważaniu i ucieka ci ze sklepu lub demoluje swój pokój. Jak to możliwe?

Ano możliwe. Do oczywistych wniosków dojdziesz trochę później, przy drugim dziecku, a nawet przy trzecim.  Przy drugim wyluzujesz się i odłożysz te pierdołowate książki i porady na najwyższą półkę. Przy trzecim i kolejnym – postawisz na spontan i nagle… okaże się, że to najlepsza metoda. Po prostu złoty środek. Pójdziesz po rozum do głowy i zrozumiesz, że uszczęśliwiając siebie, uszczęśliwisz dziecko.I na odwrót. Przy każdym następnym dziecku będziesz się coraz mniej starać, ale za to (o ironio!) zbliżysz się tym samym do ideału. Znormalniejesz, a wraz z tobą twoje dzieci. Odkryjesz, że dziecko nakarmione butelką jest lepiej najedzone niż cyckiem. Że dając smoczka, oboje macie spokój. A jak się nauczy chodzić, będzie najbardziej szczęśliwe gdy brudne, obżarte słodyczami, z wytartymi kolanami, spocone i wrzeszczące. I może nikt nie nazwie cię idealną matką, ale w oczach twojego dziecka z pewnością się nią zobaczysz. Czy to nie o to do licha chodzi???

autor: ANIA
foto: flickr.com/dane_khy/2.0/sa

Subscribe to our newsletter

autoresponder system powered by FreshMail