7 rzeczy, które musisz mieć przy rozszerzaniu diety

Przy pierwszym dziecku postawiłam na słoiczki. Przy drugim stwierdziłam, że znacznie lepiej dla mojego dziecka (i taniej! dla mnie) będzie kiedy posiłki będę przygotowywała sama. Jestem mamą liberalną i uważam (żeby nie było), że obydwa rozwiązania są dobre. Jeśli jednak zdecydujemy się na samodzielne przyrządzanie posiłków, warto zainwestować w parę "gadżetów". W sumie jest to jakiś wydatek, ale się opłaca.

Na pewno oszczędza czas, którego z małym dzieckiem, nie mamy przecież w nadmiarze. Gadżety, które przedstawiam przydadzą się szczególnie na początku rozszerzania diety, kiedy dziecko nie ma jeszcze ząbków, ale nie tylko.

Blender

Wymieniam go na pierwszym miejscu, nie bez powodu. Uważam, że to absolutna podstawa i bez tego nie ma co zaczynać przygody z gotowaniem dla dziecka (przynajmniej na początek – na etapie „papek”). Według mnie najlepiej sprawdzi się blender ręczny (sama końcówka miksująca) – blendery kielichowe czy inne „pojemnikowe” przydadzą się nieco później. Dlaczego? Pierwsze posiłki są w tak małych ilościach, że większość zostanie w samym naczyniu – osiądzie na ściankach lub w ogóle nie dotrze do ostrza urządzenia. W przypadku ręcznego blendera, zmiksujemy tylko potrzebną ilość dla dziecka.
Moja rada jest taka, by gotować warzywa w odrobinie wody i nie wylewać jej całkiem przed zmiksowaniem – dzięki temu jedzenie będzie miało znacznie lepszą konsystencję – taką aksamitną, a nawet nieco płynną – jak w daniach ze słoiczka. Pierwsze mięska np. indyka, można jeszcze wzbogacić odrobiną oliwy z oliwek – pamiętajcie, że tłuszcze (te dobre!) są bardzo ważne w diecie dziecka – to w nich rozpuszczają się witaminy np. D, K czy A, ale o tym przy innej okazji. Kiedy zaczniecie gotować dla swoich dzieci, szybko zobaczycie też, że tłuszcze wyostrzają smak i aromat potraw i dzieci chętniej będą zjadać podawane potrawy.

Słoiczki

Im mniejsze, tym lepsze. A raczej dostosowane do wielkości spożywanych przez dziecko posiłków. Chodzi o to, żeby starczyły na raz, no może dwa. Możemy wykorzystać słoiczki po gotowych daniach dla dzieci, ale też po koncentracie pomidorowym, musztardzie itd. Dobrze, żeby miały odklikujące pokrywki – dzięki temu mamy pewność, że danie dobrze się zawekowało. Wekowanie jedzenia ma tę zaletę, że oszczędza nam czas i nie marnuje się jedzenia – mimo naszych starań, dzieci nie zawsze jedzą takie same porcje. Każdy ma w końcu lepsze i gorsze dni. Jak wekować jedzenie? W kilku garnkach gotujemy różne rodzaje jedzenia np. szpinak i ziemniak, marchewka i seler*, sama marchewka – kiedy danie wrze, nakładamy je do (czystych i wyparzonych!) słoiczków, uważając, żeby nie ubrudzić ich rantów, zakręcamy i odkładamy do góry nogami, aż „zassają”. Po wystygnięciu odwracamy. Ja takie mini weki przechowują dodatkowo w lodówce.

* seler to bardzo niedocenianie warzywo np. ma bardzo dużo witaminy C! Wiedziałaś? Ma jednak też wady – pierwszą zasadniczą jest to, że bardzo często wywołuje u dzieci reakcje alergiczne – trzeba wprowadzać go ostrożnie! No i zmienia smak potraw – dzięki temu, że ma taki mocny, charakterystyczny smak – moje dziecko wszędzie go wyczuje! Selera trzeba wprowadzać bardzo ostrożnie – jak jajko.

gryzaczekGryzaczek

Uważam go za przełomowy wynalazek! Widmo zadławienia się przez moje dziecko jest tak silne, że długo nie dałabym mu nic do samodzielnego jedzenia, a tu proszę: wkładamy owoc lub warzywo! (tak, tak gotowana marcheweczka albo dynia też może być, choć pewnie na krócej zainteresuje smakiem 😉 i dziecko uczy się samodzielnego jedzenia. Moja rada: zdecydowanie łatwiej utrzymać w czystości gryzaczek silikonowy (jak ten ze zdjęcia) niż siatkowy.
foto: gryzak Kidsme, 25.99zł (ale można kupić też taniej)

Naczynia do pieczenia w mikrofali

W gotowaniu dla malucha niezwykle cenny jest czas! Pierwsze deserki w większości pewnie będą opierały się na jabłku (u nas ulubiony: zmiksowane jabłko i banan). Jabłko wcześniej dobrze jest upiec – najszybszy sposób? W mikrofali! Ja mam takie specjalne naczynie do pieczenia – wkładamy tam owoc, trzy minuty i gotowe – cudnie gładkie i aksamitne. Coś takiego jak tu. Faktycznie korzystam z tego bardzo często. Wiem jednak, że można to samo zrobić z pomocą talerzyka i miseczki np. szklanej (przykrywamy nią jabłko).

Łyżeczka

Szybko przekonacie się, już przy pierwszych karmieniach, że to ona jest najważniejsza i będziecie korzystać tylko z tej ulubionej 🙂 – najgorsze są jej poszukiwania przed posiłkiem 😉 Ważne, żeby dziecko ładnie z niej jadło, ale też by Wam się dobrze karmiło! Każdy ma inne upodobania. Powiem wam, że u nas nie sprawdziła się wcale mała, ale nieco większa łyżeczka, bardziej płaska (mały ładniej z niej zjada). No i bez tych dziwnych wygięć „ułatwiających” karmienie.

Trójdzielny talerzyk

Ponieważ jedzenie maluchów jest dosyć płynne, warto pilnować, by na talerzyku się nie łączyło (mówię tu np. o obiadkach kilku składnikowych np. ziemniaczek, marchewka, indyk). Najlepszy jest więc talerzyk z podziałem – czasem dziecko ma ochotę na jeden składnik, innym razem na inny – gdy się zmieszają, obiad mamy z głowy…

Sokowirówka

Soczki własnej roboty, bez cukru! To najlepsze co możemy dać swojemu dziecku – nawet jak będzie już starsze. Co wy na to, żeby tacie przypisać obowiązek robienia soczków? I tu muszę dodać, że razem z myciem sokowirówki, bo to (delikatnie mówiąc) niewdzięczna czynność.
Pamiętajcie też, że soczki – szczególnie, te robione samodzielnie, są dla dziecka dosyć sycące – jak owoc. Traktujmy je więc jak przekąskę.

Wiecie, że dla mnie gotowanie dla malucha stało się prawdziwą przyjemnością!  A jeszcze jak mu smakuje, to już w ogóle 🙂 Polecam!

foto: xuhulk / photo on flickr / foter.com

Subscribe to our newsletter

autoresponder system powered by FreshMail